Blog

„Mamaaa, nudzę się” — i bardzo dobrze. Nuda to może być prezent, a nie problem.

Są zdania, które nie zwiastują dobrych rzeczy. „Rozlało się.” „Nie wiem, gdzie są klucze.” I nieśmiertelny klasyk: „Nudzę się”. Wypowiedziane tonem, który sugeruje, że to Wy — osobiście i całym majątkiem — odpowiadacie za brak atrakcji na poziomie przeglądania tiktoka, jadąc rollercoasterem.

Co zrobić, gdy słyszymy o nudzie? Spokojnie. Nie musicie w tej chwili zmieniać się w animatorów z hotelu all inclusive, z radosnymi zwierzątkami z balonów i zmianą zajęć co 12 minut. Nuda nie jest awarią systemu. Nuda to moment, w którym mózg dziecka mówi: „Halo, może wymyślimy coś własnego?”.

W dorosłym życiu raczej nikt na nudę nie narzeka. A nawet jeśli, to mamy tendencję do traktowania nudy jak plamy z czerwonego wina na białej koszulce — trzeba ją natychmiast sprać. Podsuwamy pomysły, organizujemy zabawy, wyciągamy gry, a czasami, w przypływie niemocy, podsuwamy ekran — bo przecież tylko „na chwilkę”. A tymczasem nuda działa trochę jak cisza w rozmowie. Na początku może być niezręczna, ale może przerodzić się w coś twórczego i otwierającego.

To właśnie w tych momentach, gdy dziecko przez pięć minut snuje się po domu jak bohater skandynawskiego thrillera po fiordach, zaczyna się magia. Nagle z koca powstaje najlepsza baza, a z łyżki i miski — zespół muzyczny.

Nuda to przestrzeń. A przestrzeń jest potrzebna, żeby pojawił się pomysł. Wyobraźcie sobie, że każda minuta dnia jest zaplanowana. Szkoła, zajęcia dodatkowe, obowiązki, gotowe rozrywki. Gdzie tu miejsce na własną inwencję? To trochę tak, jakby podawać dziecku codziennie gotową kanapkę — nigdy nie nauczy się robić jej samemu.

No dobrze, to co można zrobić, kiedy padnie to legendarne „nudzę się”?

Po pierwsze — tu naprawdę nie trzeba panikować i kombinować na szybko.

Po drugie: oddajcie odpowiedzialność. „To ciekawe. Jak myślisz, co mógłbyś teraz zrobić?” — i możecie pozostać w tej ciszy. Nie podsuwacie trzech propozycji po dwóch sekundach.

Po trzecie: zaakceptujcie marudzenie jako etap przejściowy. Kreatywność rzadko wchodzi do pokoju, obwieszczając to radosnymi werblami. Zwykle wchodzi, głośno wzdychając.

Oczywiście, nie chodzi o to, żeby zostawić dziecko samo sobie na trzy godziny z komunikatem „radź sobie”. Chodzi o to, żeby nie gasić każdej iskry ciszy natychmiastowym bodźcem. Wspólnie możecie poodbijać pomysły na kolejne zabawy.

Nuda buduje samodzielność. Uczy regulowania emocji. Pokazuje, że nie zawsze ktoś musi dostarczać rozrywkę. A Wam daje chwilę oddechu — może nawet wystarczającą, żeby wypić ciepłą kawę.

Więc następnym razem, gdy usłyszycie „nudzę się”, spróbujcie się uśmiechnąć. To nie kryzys. To zaproszenie do kreatywności.

I bardzo możliwe, że za 10 minut będziecie się zastanawiać, skąd w salonie wziął się namiot z krzeseł i kto to wszystko posprząta. Ale to mała cena i przynajmniej nie jest nudno.

Koszyk
Rejestracja

Nie masz konta?

Start typing to see products you are looking for.
Sklep
0 items Koszyk
Konto