Blog

Dlaczego dzieci potrzebują widzieć, że czasem Wam się nie chce (I dlaczego to wcale nie psuje autorytetu — wręcz przeciwnie)

Jest taki mit rodzicielstwa, który krąży między półką z poradnikami a Instagramem: jako rodzice musicie ogarniać. 24/7 mieć energię, mieć plan i cierpliwość. Najlepiej jakbyście jeszcze mieli świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy o 6:18 rano i skandynawski system porządkowania klocków na matrycy kolorów i kształtów — i spoko tak też można, ale… Potem przychodzi wtorek. Wieczór. I Wam się po prostu nie chce. 

Nie chce się budować z tych klocków. Nie chce się czytać tej samej książki po raz dziewiętnasty. Nie chce się robić zdrowej kolacji w kształcie misia, bo bez misia nie ma jedzenia. I wiecie co? To nie jest błąd systemu. To w ogóle nie jest żaden błąd. To jest rzeczywistość. 

Wielokrotnie podkreślamy, że dzieci nie uczą się ze słów. Uczą się z tego, co pokazujemy. 

Jeśli zawsze widzą Was w trybie „turbo-ogarniacza”, dostają jeden komunikat: dorośli nie mają słabszych momentów. A przecież mają. I to całkiem sporo. Kiedy mówicie:
„Słuchajcie, dziś nie mam siły. Potrzebuję 10 minut ciszy.”
albo
„Nie mam teraz energii na zabawę, ale możemy razem poczytać coś spokojnego” — uczycie dzieci czegoś znacznie ważniejszego niż perfekcyjna organizacja czasu. Uczycie je rozpoznawania i wyznaczania własnych granic. Modelowanie odpoczynku to nie lenistwo. Szczególnie w świecie, w którym produktywność bywa traktowana jak sport olimpijski, pokazanie, że odpoczynek jest normalny, to prawdziwa rewolucja.
Dzieci, które widzą, że:
– siadacie z herbatą i nic nie „robicie”,
– odkładacie telefon i mówicie „teraz regeneruję baterie”,
– przyznajecie, że coś Was przerosło,
uczą się, że zmęczenie nie jest porażką. Jest sygnałem.

A to bezcenna kompetencja i lekcja na dorosłe życie. Ale też coś, co przyda im się podczas drogi do samodzielności. „Nie chce mi się” może być zdrowe! Oczywiście, nie chodzi o to, żeby odcinać się od dzieci hasłem „radźcie sobie”. Chodzi o autentyczność. O prawdę i o to, żeby nie grać superbohatera 24/7.

Bo kiedy udajecie, że zawsze macie energię, dzieci mogą uwierzyć, że one też powinny ją mieć. Zawsze. Bez wyjątków. A potem pojawia się frustracja, że coś im nie wychodzi, że są zmęczone, że mają gorszy dzień. Wasze „dzisiaj nie mam mocy” daje im przyzwolenie na ich „dzisiaj nie mam mocy”. A rodzicielstwo bez perfekcji działa lepiej. 

Paradoksalnie to właśnie te momenty, gdy odpuszczacie, budują prawdziwą relację. Bo jesteście wtedy prawdziwi. Nie z tabelki. Nie z rolki. Tylko z kanapy, w dresie, z lekkim niedoczasem i normalnym ludzkim zmęczeniem. A dzieci nie potrzebują perfekcyjnych rodziców. Potrzebują bezpieczeństwa i autentycznych relacji. 

Więc następnym razem, gdy poczujecie, że nie macie siły na kolejną rundę „a teraz bawimy się w sklep”, spróbujcie powiedzieć to wprost. Bez wyrzutów sumienia. Bez tłumaczenia się.

Bo pokazując, że czasem Wam się nie chce, uczycie dzieci jednej z najważniejszych rzeczy w życiu: że jest się wartościowym człowiekiem nawet wtedy, gdy wewnętrzna bateria pokazuje 12%.

Koszyk
Rejestracja

Nie masz konta?

Start typing to see products you are looking for.
Sklep
0 items Koszyk
Konto