Blog

Dziecko kontra algorytm. Kto tak naprawdę wybiera, co ogląda Twoje dziecko?

Jeszcze jeden film. Jeszcze jedna rolka. Jeszcze jedno przesunięcie palcem, bo przecież następny materiał może być ciekawszy od poprzedniego. Dla wielu dzieci i nastolatków korzystanie z telefonu wygląda właśnie w ten sposób. Trudno wskazać konkretny moment, w którym zaczyna się oglądanie i równie trudno powiedzieć, kiedy właściwie się kończy. Czasem mija kilkanaście minut, czasem godzina, a użytkownik ma wrażenie, że właściwie cały czas oglądał „tylko chwilę”.

Łatwo w takiej sytuacji powiedzieć, że dziecko nie ma silnej woli albo po prostu za bardzo przyzwyczaiło się do telefonu. Tyle że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Warto bowiem zadać sobie pytanie: czy dziecko rzeczywiście samo wybiera kolejne treści, które ogląda?

Kto decyduje, co pojawi się na ekranie?

Kiedy kilkanaście lat temu chcieliśmy obejrzeć coś w internecie, najczęściej musieliśmy tego poszukać. Wpisywaliśmy hasło w wyszukiwarkę, odwiedzaliśmy konkretną stronę albo wybieraliśmy film z listy. Dzisiaj coraz częściej to nie my szukamy treści, lecz treści znajdują nas.

Algorytmy platform takich jak YouTube, TikTok czy Instagram analizują nasze zachowania i na ich podstawie próbują przewidywać, co może nas zainteresować. Znaczenie może mieć nie tylko to, co polubiliśmy, ale również to, przy jakim filmie zatrzymaliśmy się na dłużej, czego szukaliśmy, co obejrzeliśmy do końca, a co przewinęliśmy po kilku sekundach.

W praktyce oznacza to, że dwie osoby mogą otworzyć tę samą aplikację i zobaczyć zupełnie różne światy. Jeśli jedna przez kilka dni ogląda materiały o piłce nożnej, platforma będzie prawdopodobnie proponować jej kolejne treści związane ze sportem. Jeśli druga zainteresuje się makijażem, rękodziełem czy grami komputerowymi, jej ekran zacznie wyglądać zupełnie inaczej.

Nie ma w tym nic zaskakującego — algorytmy zostały stworzone właśnie po to, aby dostarczać użytkownikom treści dopasowane do ich zainteresowań. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy przestajemy zauważać, jak mocno wpływają one na to, co widzimy, a w konsekwencji również na to, o czym myślimy, czym się interesujemy i na czym skupiamy uwagę.

Dziecko nie korzysta z internetu w taki sam sposób jak dorosły

Dla dorosłego użytkownika możliwość obejrzenia kolejnego filmu może być po prostu wygodna. Dziecko dopiero uczy się jednak zarządzać swoją uwagą i kontrolować impulsy. Umiejętność odłożenia przyjemnej czynności, nawet jeśli bardzo chce się ją kontynuować, rozwija się stopniowo.

W dodatku współczesne platformy są projektowane tak, aby maksymalnie ułatwiać pozostanie w aplikacji. Nie trzeba zastanawiać się, co obejrzeć dalej, ponieważ kolejna propozycja jest już gotowa. Nie trzeba nawet naciskać „play”, bo następny materiał może rozpocząć się automatycznie. Jeżeli jeden film nie zainteresuje użytkownika, wystarczy przesunąć ekran, żeby natychmiast dostać kolejny.

To trochę przypomina sytuację, w której ktoś nieustannie podsuwa nam pod nos nowe przekąski i za każdym razem mówi: „Spróbuj jeszcze tej, może będzie lepsza”. Nawet dorosłemu trudno byłoby w pewnym momencie  powiedzieć: nie. Dziecku, które dopiero uczy się samokontroli, może być jeszcze trudniej.

Dlatego zdanie „odłóż telefon” nie zawsze rozwiązuje problem. Oczywiście granice są potrzebne, ale równie ważne jest zrozumienie, dlaczego oderwanie się od ekranu bywa tak trudne.

Nie każdy ekran jest taki sam

Dyskusja o dzieciach i technologii bardzo często sprowadza się do jednego pytania: ile czasu dziecko spędza przed ekranem? To ważna informacja, ale sama w sobie niewiele mówi.

Godzina spędzona na rozmowie z babcią przez wideorozmowę, nauce języka, tworzeniu filmu, programowaniu albo wspólnym graniu z przyjacielem to zupełnie inne doświadczenie niż godzina bezrefleksyjnego przewijania krótkich filmów.

Podobnie wygląda sytuacja z oglądaniem. Dziecko może obejrzeć wartościowy dokument, który później stanie się początkiem rozmowy o świecie, albo przez godzinę przeskakiwać pomiędzy kilkunastosekundowymi filmikami, z których po kilku minutach właściwie niewiele pamięta.

Dlatego być może zamiast skupiać się wyłącznie na liczbie minut, warto częściej pytać: co dziecko właściwie robi w tym czasie?

To pytanie prowadzi nas do znacznie ciekawszego tematu — tego, co ekran zastępuje.

Co dzieje się wtedy, gdy dziecko nigdy się nie nudzi?

Nuda ma dziś trochę złą reputację. Kiedy dziecko mówi, że się nudzi, wielu dorosłych odruchowo próbuje znaleźć mu zajęcie. Włączenie bajki, podanie telefonu czy zaproponowanie kolejnej atrakcji jest przecież znacznie prostsze niż słuchanie przez pół godziny narzekania.

Tymczasem nuda może pełnić ważną funkcję. Kiedy nie dostajemy natychmiast gotowej rozrywki, zaczynamy sami szukać czegoś, co moglibyśmy zrobić. To właśnie wtedy powstają dziwne pomysły, zabawy wymyślane z niczego, historie odgrywane z pluszakami czy konstrukcje budowane z kartonów, koców i wszystkiego, co akurat znajduje się w pokoju.

Nie oznacza to oczywiście, że każde dziecko powinno mieć zakaz korzystania z telefonu, a nuda powinna stać się kolejnym obowiązkowym punktem dnia. Chodzi raczej o pozostawienie w życiu dziecka miejsca, w którym nie wszystko jest zaplanowane i dostarczone z zewnątrz.

Jeżeli każdą chwilę oczekiwania w kolejce, podróż samochodem czy pięć minut wolnego czasu wypełnia ekran, dziecko ma znacznie mniej okazji do samodzielnego wymyślania, czym mogłoby się zająć.

Rodzic nie musi wygrywać z telefonem

Łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że rodzic powinien po prostu „wygrać” z technologią. Telefon staje się wtedy przeciwnikiem, a rodzic strażnikiem czasu ekranowego. Taki model może być potrzebny w określonych sytuacjach, ale na dłuższą metę trudno całkowicie odizolować dziecko od cyfrowego świata.

Technologia będzie przecież częścią jego dorosłego życia. Dzieci będą korzystać z aplikacji, mediów społecznościowych, sztucznej inteligencji, gier i kolejnych narzędzi, których dzisiaj być może jeszcze nawet nie znamy.

Dlatego ważniejsze od stworzenia świata bez ekranów może okazać się nauczenie dziecka, jak funkcjonować w świecie, w którym ekran jest niemal zawsze pod ręką.

Można rozmawiać o tym, dlaczego określone filmy pojawiają się na jego stronie głównej. Można wspólnie zastanawiać się, skąd aplikacja wie, co może mu się spodobać. Można pytać, czy informacja znaleziona w internecie musi być prawdziwa tylko dlatego, że ktoś powiedział ją pewnym tonem w krótkim filmie. Można również rozmawiać o tym, dlaczego niektóre materiały tak łatwo przyciągają uwagę.

To są rozmowy, które uczą dziecko czegoś znacznie ważniejszego niż przestrzegania konkretnego limitu czasu.

Najważniejszą umiejętnością może być umiejętność zatrzymania się

Być może za kilka czy kilkanaście lat zmienią się aplikacje, urządzenia i sposoby korzystania z internetu. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał cyfrowy świat, w którym dorosną dzisiejsze dzieci. Możemy jednak przypuszczać, że ilość dostępnych informacji i rozrywki raczej nie będzie się zmniejszać.

Dlatego jedną z ważniejszych umiejętności nie będzie samo sprawne korzystanie z technologii. Dziecko będzie musiało nauczyć się również rozpoznawać moment, w którym technologia zaczyna korzystać z niego.

To subtelna, ale istotna różnica.

Nie chodzi przecież o to, aby dziecko bało się internetu ani żeby rodzic próbował kontrolować każdą minutę spędzoną przed ekranem. Chodzi o świadomość, że za tym, co widzimy na ekranie, stoją mechanizmy zaprojektowane przez ludzi i firmy, a kolejny film nie pojawia się tam zupełnie przypadkowo.

Może więc zamiast kolejnego pytania „Ile czasu dzisiaj byłeś na telefonie?” warto czasem zadać inne:

„Co właściwie dzisiaj oglądałeś i dlaczego akurat to?”

To pytanie może rozpocząć znacznie ciekawszą rozmowę.

Koszyk
Rejestracja

Nie masz konta?

Start typing to see products you are looking for.
Sklep
0 items Koszyk
Konto