Blog

Świąteczny zalew reklam: jak pomóc dzieciom nie dać się wkręcić?

Ledwie rozpocznie się listopad, a dekoracje i znicze zastępują świąteczne szaleństwo. Reklamy błyszczą bardziej niż choinkowe bombki — nie sposób się przed nimi schować. I pewnie sami to znacie: dopiero zdążyliście schować halloweenową dynię, a w telewizji już tańczą elfy, na YouTubie pojawiają się pierwsze „must have” zabawki, a w aplikacjach — znaczki % i SALE — kuszące promocjami. Jeśli dla Was jest to czasem męczące, pomyślcie jaki wpływ ma to na pociechy. To dopaminowy rollercoaster wszelkich bodźców. Dlatego może warto w tym momencie złapać głębszy oddech i wprowadzić w domu kilka rozmów, które pomogą najmłodszym ogarniać ten marketingowy zgiełk bez poczucia presji.

Na początek — Wasza ciekawość. Zamiast wykładów o konsumpcjonizmie (nikt ich nie lubi, a dzieci pewnie najmniej — to druga wersja tego artykułu, pierwszą skasowaliśmy właśnie z tego powodu ;)), spróbujcie dopytać najmłodszych: „Co ci się w tej reklamie podoba?”, „Myślisz, że naprawdę tak działa?”. Takie pytania mogą otworzyć drzwi do wartościowej rozmowy, w których to dzieci same zaczynają zauważać, że reklama często pokazuje świat zbyt idealny. Albo dowiecie się, że tak naprawdę chodzi o pewne marzenie, którego złudną realizację daje ten konkretny produkt. I nagle okazuje się, że nie trzeba wygłaszać morałów — wystarczy posłuchać, by maluch sam doszedł do kilku trafnych wniosków.

Kolejna kwestia to odczarowanie marketingowego „muszę to mieć!”. Może pokazać dzieciom, że reklama ma konkretny cel: sprzedać produkt, nie zrobić z nich szczęśliwych ludzi na zawsze. Jeśli tak by było, klient nie wróci po więcej — a koniec końców to jest celem korporacji. Możecie wspólnie analizować klipy jak mini zagadki: „Co reklama próbuje nam powiedzieć?”, „Czy ten robot naprawdę sprawi, że będziemy lepsi w zabawie?”. Dzieci często świetnie odnajdują się w roli detektywów — i nagle reklama przestaje być hipnotyzującym kolorami i dźwięki produktem, a staje się zagadką do rozwikłania.

Dobrym pomysłem jest także stworzenie rodzinnej listy realnych potrzeb i pragnień przed grudniem. Nie jako „wykaz prezentów”, ale bardziej w formie rozmowy o tym, co naprawdę sprawia radość. Możecie pogadać o przeżyciach zamiast rzeczy: wspólne wypady, planszówki, czas z rodzicami. Kiedy dziecko widzi, że jego potrzeby są ważne i zauważone, reklamy tracą część swojej mocy.

A jeśli czujecie, że dzieci zaczynają się porównywać z rówieśnikami („bo wszyscy mają X, więc ja też muszę”), warto przypomnieć im, że każda rodzina działa inaczej i to jest całkowicie normalne. I znowu nie wychodzi o wykładanie socjologii — bardziej o spokojne pokazanie różnorodności.

Początek grudnia to idealny moment, by wspólnie złapać dystans do marketingowej zawieruchy. Nie chodzi o dogłębne analizy — wystarczy Wasza ciekawość, uważność i gotowość do rozmowy. To już wniesie więcej niż wszystkie produkty razem wzięte.

Koszyk
Rejestracja

Nie masz konta?

Start typing to see products you are looking for.
Sklep
0 items Koszyk
Konto